Cytuj:
ja często jeżdżę w nocy z włączonymi światlami przecimgłowymi na pokręconych drogach lokalnych przez wioski, bo one lepiej oświetlają mi pobocze.
Cytuj:
Na pytania Czytelników odpowiada podinspektor Mariusz Olko z Wydziału Ruchu Drogowego KW Policji we Wrocławiu
(...)
Chodzi to o trasy oznaczone odpowiednimi znakami drogowymi: A-3 "niebezpieczne zakręty - pierwszy w prawo" lub A-4 "niebezpieczne zakręty - pierwszy w lewo" z umieszczoną pod znakiem tabliczką T-5 wskazującą początek drogi krętej.
Pamiętajmy, że drogi kręte, to nie te, które nam się wydają kręte, a te, które są odpowiednio oznakowane. A czy są dobrze oznakowane to inna kwestia.
Osobiście nie poruszam się samochodem z zamontowanymi światłami przeciwmgłowymi, być może ułatwiły by one jazdę, ale w zamian często sobie doświetlam drogę drogowymi (skuteczna "broń" na niewidocznych pieszych). Nieco z tego powodu żałuje, że samochód w owe światła nie jest wyposażony, wszak ta "zazdrość" nie skutkuje "pouczaniem" innych użytkowników dróg.
Natomiast jeśli chodzi o moje spostrzeżenia dotyczące używania świateł przeciwmgłowych, są takie, że w dzień mi nie przeszkadzają, nawet w moim odczuciu mogłyby służyć jako światła do jazdy dziennej, ale w nocy mi przeszkadzają. Zwłaszcza jeśli nawierzchnia jest mokra, albo zaśnieżona, ponieważ "halogeny" są tak ustawione, że uderzają silną wiązką światła bezpośrednio w drogę (światło nie jest rozpraszane) i jeśli nawierzchnia ma dużą zdolność do odbijania światła, efekt moim zdaniem - niezbyt ciekawy. Tylne światła są moim zdaniem jeszcze gorsze, oczywiście jeśli są używane niewłaściwie, bo świecą z tą samą mocą co światła "stop" i czasem sugerują, że naprawdę świeci się "stop". To prowadzi do tego, że co jakiś czas zastanawiamy się czy to "stop" czy dalej niewyłączone przeciwmgłowe.