Szczerze mówiąc, ja po moim parszywym 18 stym roku, gdzie miałem dwie stłuczki i wjechałem pod wiadukt, miałem całkowicie rezygnować, tyle że była lojalna umowa, że musiałem dojedzić do lutego kolejnego roku wahadło kurierskie, gdyby nie wahadło nie wróciłbym do jazdy, a tak lekko z musu, lekko z przyzwyczajenia dalej kulam ten podołek.
A naczepę rozbiłem 3 dni przed wahadłem, bo wypadek był w piątek, ja miałem w poniedziałek rozładować stal, wtorek wolny i w środę ruszać na kurierke.
Ruszyłem, ale z ropierniczonym koglem, w której nawet drzwi się nie chciały zamykać
Jak wjechałem pod ten wiadukt nie umiem wytłukaczyć, mogę dalej się zakładać że dobrze jechałem, ja tam wszedłem ponad 6O km/h załadowany stalą
Do tej pory jak stoję w porcie, albo na depocie i przekładają puszki i uderzą głucho jedna o drugą, to mam mokre plecy i zaciskam ręce na kierownicy
Identyczny dźwięk był przy uderzeniu...
Więc jak chcesz wrócić, podziwiam za upartość i psyche.